395px

LUNA LLENA

Ols

KSIĘŻYCOWA

Nad wschodnim lasem błyska
pierwsza wieczorna gwiazda,
i w mroku się kołysze
- latarnia, którą księżyc przed sobą niesie.
Gwiazda zwierzęca, co dla zwierząt świeci,
budzi lasy nocnych stworzeń, daje znak,
że zaraz wtoczy się na niebo jasny krąg
planety pełnej jak oko.
Ciągną ku niej dzikich korowody,
cicho, aż słychać jak przemyka bezszelestna mgła.
Lisią ścieżką, sarnim duktem i borsuczym tropem,
gdy nad czubami drzew rośnie krwawy krąg.

Przewodniku nasz, światło naszych dróg!

Łuna-luna, zmienia-mieni, świecidełko zerka,
z wody w niebo, z nieba w ziemię,
odbija się pełnia.
Woda ożywa, podnosi, opada, drży,
spełnia się, łagodnieje, zamyśla się, duma,
a dołem suną szare korowody zwierząt,
a górą - gwiazdy w kluczach, białe jak łabędzie,
mleczną, ptasią, żurawią drogą dusz...

Przewodniku nasz, światło naszych dróg!

Sarnia ścieżka pod gruszą wzbija się do nieba.
Las czy gwiazda- jedno srebro,
aż po brzeg wybrzeża nocy.
Czy po rosie, czy po chmurze
stąpa teraz smukła łania?
Senne lisy i łasice płyną w sów i ciem dziedzinie.

Miesiąc pyszni się w przestworzach,
nęci zmysły odurzone.
Na wody rzucił urok, opętał rośliny,
świat zwierzęcy, wnętrza kobiet...
Dzikie korowody
prą ku światłu, zbiera się
wszechwiedzący sabat...

Przewodniku nasz, światło naszych dróg!

Gdy zgaśnie, po nim przyjdą
trzy noce zupełnie ciemne,
za nimi próżne, puste dni.
I tylko czekać, czekać, zagubieni w cieniach,
aż w oczach ciemnych znowu błyśnie
krwawy krąg.
Zamknąć ten strach w źrenicy,
w pustej łodydze, dziupli, kości,
by nie wyszedł, póki srebro wzywa dzikie kręgi,

zanim miesiąc naciągnie lisią czapę mrozu
i śmierć nadciągnie cicho pod osłoną zimy.

A teraz świeć! świeć! aż po brzeg!
Wszechwiedzący sabat!
Sławią cię zwierzęta zielone jak trawa.
Zielona mleczna droga – wąska ścieżka sarnia,
omszała, omszona, mszarna.

Przewodniku nasz, światło naszych dróg!

Hej, hej, ciemniej i ciemniej,
mniej, mniej światła na niebie.
Miej, miej na nas wejrzenie
w swoich wiecznych przemianach!

Hej, hej, ciemniej i ciemniej,
hej, hej, mnożą się cienie,
hej, hej, woła do ciebie
twoja dzika gromada!

LUNA LLENA

Sobre el bosque del este destella
la primera estrella nocturna,
y en la oscuridad se balancea
- la linterna que la luna lleva consigo.
Estrella animal, que brilla para los animales,
despierta a las criaturas nocturnas del bosque, da señal,
de que pronto rodará en el cielo un brillante círculo
de un planeta tan lleno como un ojo.
Se dirigen hacia él en salvajes correrías,
silenciosamente, hasta que se escucha cómo se desliza la niebla sin ruido.
Por el sendero de zorros, el rastro de corzos y la huella de tejones,
cuando sobre las copas de los árboles crece un círculo sangriento.

¡Guía nuestra, luz de nuestros caminos!

Luna llena, cambia y brilla, la lucecita mira,
de agua al cielo, del cielo a la tierra,
se refleja la plenitud.
El agua cobra vida, se eleva, desciende, tiembla,
se cumple, se suaviza, se contempla, reflexiona,
y abajo se deslizan grises correrías de animales,
y arriba - estrellas en bandadas, blancas como cisnes,
lechosa, aviar, grullas en el camino de las almas...

¡Guía nuestra, luz de nuestros caminos!

El sendero de corzos bajo el peral se eleva hacia el cielo.
Bosque o estrella - un solo plata,
hasta el borde de la costa nocturna.
¿Después del rocío, después de la nube
ahora pisa una esbelta cierva?
Zorros soñolientos y comadrejas fluyen en búhos y en la oscura finca.

La luna se pavonea en los cielos,
atrae los sentidos embriagados.
Ha lanzado un hechizo al agua, ha poseído las plantas,
el mundo animal, los interiores de las mujeres...
Salvajes correrías
fluyen hacia la luz, se reúne
el sabat omnisciente...

¡Guía nuestra, luz de nuestros caminos!

Cuando se apague, vendrán
tres noches completamente oscuras,
detrás de ellas días vacíos, huecos.
Y solo esperar, esperar, perdidos en las sombras,
hasta que en los ojos oscuros brille de nuevo
el círculo sangriento.
Encerrar este miedo en la pupila,
en el vacío tallo, cavidad, huesos,
para que no salga, mientras la plata llama a los salvajes círculos,

antes de que la luna tire de la capa de zorro del frío
y la muerte se acerque silenciosamente bajo el manto del invierno.

¡Y ahora brilla! ¡Brilla! hasta el borde!
Sabat omnisciente!
Los animales te alaban, verdes como la hierba.
El camino verde lechoso - estrecho sendero de corzos,
musgoso, cubierto de musgo, sombrío.

¡Guía nuestra, luz de nuestros caminos!

¡Hey, hey, más oscuro y más oscuro,
menos, menos luz en el cielo!
Mira, mira hacia nosotros
en tus eternas transformaciones!

¡Hey, hey, más oscuro y más oscuro,
hey, hey, las sombras se multiplican,
hey, hey, tu salvaje multitud te llama!

Escrita por: