395px

Isla, árbol, Castillo

Dorota Miśkiewicz

Wyspa, drzewo, zamek

W spadku po chłopaku wyspa mi została
Dziesięć kroków długa, z piasku była cała
Przywoziłam ziemię podkradaną z pola
Chciałam ją ożywić, przecież była moja

Wreszcie siałam trawę bardzo wczesną wiosną
Odtąd po mej wyspie mogłam chodzić boso
Posadziłam kwiaty, wszystkie dla ozdoby
Przywoziłam z domu wiadra słodkiej wody

Aż tu wielki grad wybił co mógł
Ziemię zmył, nagły skok wód
Wyspa znów z nagiego piasku jest

Posadziłam drzewo u mnie na balkonie
Wielkie, silne drzewo, bardzo dbałam o nie
Pomyślałam sobie - kiedy mnie nie będzie
Pamięć ludzi o mnie mieszkać będzie w drzewie

No i miało tak stać tysiąc sto lat
Jak posąg mój miało tu trwać
Kiedyś wiatr ze złością wyrwał je

No i miało tak stać tysiąc sto lat
Jak posąg mój miało tu trwać
Kiedyś wiatr ze złością wyrwał je

Zbudowałam sobie na wysokiej skale
niebosiężny zamek, w słońcu lśnił wspaniale
W zamek ten włożyłam wszystkie oszczędności
By się czuć bezpiecznie do późnej starości

Lecz mój czujny wróg rył jak szczur
Wsypał proch do kilku dziur
Przyszła noc, podpalił wtedy lont

I tak wszystko to, czego się tknę
W proch i pył obraca się
Nie wiem już, gdzie dla mnie miejsce jest

I tak wszystko to, czego się tknę
W proch i śmierć obraca się
Nie wiem już, gdzie dla mnie miejsce jest

Isla, árbol, Castillo

En mi herencia de mi novio, la isla quedó
Diez pasos de largo, la arena era todo
He traído la tierra robando del campo
Quería revivirla, era mía

Finalmente, sembré hierba muy temprano en la primavera
A partir de ahora, podría caminar descalzo en mi isla
Planté flores, todo para adornos
Traje un cubo de agua dulce de la casa

Hasta que el gran granizo salió lo que pudo
La tierra se lavó, un repentino salto de agua
La isla de nuevo con arena desnuda es

Planté un árbol en mi balcón
Árbol grande y fuerte, me encargué mucho de él
Pensé para mí mismo cuando me haya ido
El recuerdo de la gente sobre mí vivirá en un árbol

Y se suponía que duraría mil cientos de años
Cómo se suponía que mi estatua duraría aquí
Una vez que el viento los arrancó con ira

Y se suponía que duraría mil cientos de años
Cómo se suponía que mi estatua duraría aquí
Una vez que el viento los arrancó con ira

Me construí sobre una roca alta
el castillo cielo-alto, en el sol brillaba brillantemente
Puse todos los ahorros en esta cerradura
Sentirse seguro hasta la vejez

Pero mi vigilante enemigo rugiendo como una rata
Puso pólvora en algunos agujeros
Llegó la noche, encendió la mecha entonces

Y así todo lo que toco
En polvo y polvo gira
Ya no sé a dónde pertenezco

Y así todo lo que toco
Al polvo y la muerte se vuelve
Ya no sé a dónde pertenezco

Escrita por: