395px

Llevados al Cielo

Pidżama Porno

Do Nieba Wzięci

Magda była jak śmierć
Śmierć nosi czarny stanik
Tatuaże jak obłoki po wybuchach bomb
Kochała wszystkie psy
Wszystkich hycli miała za nic
Jej włosy pachniały pizzą
Do dziś zresztą czuję ten swąd
Mariusz syn suki
Ani mądry ani głupi człek
W środku był surowy i przeklinał jak szewc
Czarnym samochodem rozwoził kościotrupy
Zawsze łamało go w kościach
Kiedy chmurom się zbierało na deszcz
Ona i on dla siebie zwariowali
Połykali konwenanse i to co mówił im ksiądz
Pół miasta z zazdrości po głowach się stukało
Mało kto życzył im dobrze
Chyba każdy czekał na ich błąd

Kochankowie w ciemnościach
Na cztery i pół godziny do nieba wzięci
Oni zawsze są w gościach
Świat na moment zapomniał
Dalej bez nich normalnie się kręci
Kochankowie w ciemnościach
Po drugiej stronie swych rzeczy sami razem
Jeżeli pragniesz ich spotkać
Przycisz radio
Zostań uchem ściany

Chyba w końcu coś złego zaszło między nimi
Tam gdzie wczoraj żyła rozkosz
Dzisiaj trzaskały drzwi
Ona nie może na niego patrzeć
On z nią więcej nie chce gadać
Jakiś dziwny diabeł musiał zamieszkać w ich krwi
W barze dla samobójców "Pod Szkarłatną Gilotyną"
Spotkałem Magdę - brała tabletki na łzy
Nieco schudła, trochę zbrzydła
Serce miała z mydła
Wiary w niej nie było chęci życia ani sił
Przez kilka ładnych dni głośno huczało miasto
Mówili o tym wszyscy
Wieść rozeszła się w mig
O tych którzy się rzucali przypalonym ciastem
Ci którym nic nie wyszło
Ci którym nie udało się nic

Llevados al Cielo

Magda era como la muerte
La muerte llevaba un sostén negro
Tatuajes como cejas después de explosiones de bombas
Amaba a todos los perros
No le importaba ningún hipócrita
Su cabello olía a pizza
Hasta hoy siento esa picazón
Mariusz, hijo de perra
Ni sabio ni tonto tipo
En su interior era severo y maldecía como un zapatero
Transportaba cadáveres en su auto negro
Siempre lo rompían en huesos
Cuando las nubes se juntaban para la lluvia
Ellos dos enloquecieron el uno por el otro
Se tragaron las convenciones y lo que les decía el cura
Fuera de la ciudad, la envidia les golpeaba en la cabeza
Pocos les deseaban el bien
Casi todos esperaban su error

Amantes en la oscuridad
Por cuatro horas y media llevados al cielo
Siempre son bienvenidos
El mundo olvidó por un momento
Sigue girando normalmente sin ellos
Amantes en la oscuridad
Al otro lado de sus cosas juntos
Si deseas encontrarlos
Baja el volumen de la radio
Escucha a través de la pared

Algo malo finalmente sucedió entre ellos
Donde ayer vivía el placer
Hoy las puertas se cerraban de golpe
Ella no puede mirarlo
Él no quiere hablarle más
Algún extraño demonio debió habitar en su sangre
En el bar para suicidas 'Bajo la Guillotina Escarlata'
Me encontré con Magda - tomaba pastillas para vivir
Había adelgazado un poco, se había vuelto un poco fea
Tenía un corazón de jabón
No había voluntad de vida ni de sí misma
Durante unos días tranquilos, la ciudad resonaba fuerte
Todos hablaban de eso
La noticia se extendió rápidamente
Sobre aquellos que lanzaban pasteles quemados
Aquellos a quienes nada les salió bien
Aquellos a quienes nada les funcionó

Escrita por: