395px

Soneto XLIV

Stanisław Sojka

Sonet XLIV

Gdyby dwa mego ciała ospałe żywioły
Były polotną myślą - cóż wtedy przestrzenie?
Lotem, jakim niosą się w przestworzach sokoły,
Szybowałbym, by przerwac nasze rozlączenie.
Cóż, gdybym miał pod stopą głaz w morzu skąpany,
Na najdalszym przylądku samych krańców świata?
Myśl wzlatuje nad lądy i nad oceany
Na sam dźwięk nazwy miejsca, gdzie chce być,

Skrzydlata.

Tymczasem z dwóch żywiołów ciała jedną tylko złożę
Rzecz: łze, jak ziemia cieżka i słoną jak morze.

Lecz, ach! jedno mnie dręczy: że w stworzenia planie
Nie było moich susów poprzez kontynenty;
Z gliny i wody moje cielesne mieszkanie,
więc czekać muszę, aż nas zbliży czas zawzięty,

A z dwóch żywiołów ciała jedną tylko złożę
Rzecz: łze, jak ziemia cieżka i słoną jak morze. (2x)

Soneto XLIV

Si dos de mis cuerpos inanimados vivieran
Serían tela de mi pensamiento - ¿qué espacio entonces?
Volando, como águilas en el cielo,
Volaría para romper nuestra separación.
¿Qué pasaría si tuviera un pie hundido en el mar,
En el cabo más lejano de los viajeros del mundo?
Mi pensamiento vuela sobre tierras y océanos
Al sonido del lugar donde quiero estar,

Alado.

Mientras tanto, de los dos elementos de mi cuerpo, solo uno es malo:
La tierra, pesada como el mar.

Pero, ¡ay! lo que me preocupa es que en el plan de la creación
No había rastros de mis suspiros a través de los continentes;
De barro y agua es mi morada carnal,
Así que debo esperar hasta que el tiempo obstinado nos acerque,

Y de los dos elementos de mi cuerpo, solo uno es malo:
La tierra, pesada como el mar. (2x)