395px

Cuando la Primavera Regrese...

Stworz

Nim Wróci Wiosna...

Gdy słońce odchodzi by utonąć w morzu lasów
I zapomnieć o cierpieniu swoich dumnych synów
Ogień zalewa twarze tych, czekających wschodu
By zgasnąć I zostawić wieczny blask w ich oczach
Lecz dawno zamarzniętych jezior ich smutnych oczu
Nie rozpali blask kolejnego zachodu
Wszak ileż razy można przeżywać wieczną klęskę
I tylko ta ziemia wciąż tuli ich do snu

Lecz kiedyś, tam za brzozami, wstanie świtu ognista łuna
Jantarowy blask znad zamglonych wód
Ognista zorza, wieczy szlak żurawi
Blednące morze gwiazd ponad czarnym polem
Lecz jeziora błękitne wciąż śnią spokojne
O tym co było, nie chcąc spojrzeć w przyszłość
A miesiąc skryty za czarnymi chmurami
Skąpi tej ziemi choćby promyka światła

Nieubłagany, nieodwracalny wieczny obrót koła
Bogowie! Ileż to piękna, a ileż śmierci znów
Przyniesiecie tym ziemiom kiedy słońce umrze?
Czy dotrwamy li do wszelkich czasów krańca...?
A gdy niebiosa zapłoną niosąc białą ciszę
Czy ujrzymy jeszcze jak wracają żurawie...?
U stóp naszych znów niebiosa błękitne...
Cisza, która śpiewa serca drżeniem
Czy rozwkitnie nam kwiecie nadziei?
Po zimie, która wciąż nie chce odejść?

Czy słyszałeś jak płacze deszcz w dni peruna gniewu?
Wołanie tęskne gdzieś na graniach...
Czy to łzami mieni się srebrzysta rosa poranka?
śPiewy płynące polami o zmierzchu...
Ku horyzontów krańcom gnają wiatry
Ogniki śród boru płynące w nów...
Komu lasy przystrojone jantarem I ogniem?
Tam na wschodzie! świt podpala lasy!

Cuando la Primavera Regrese...

Cuando el sol se va para hundirse en el mar de bosques
Y olvidar el sufrimiento de sus orgullosos hijos
El fuego inunda los rostros de aquellos que esperan el amanecer
Para apagarse y dejar un brillo eterno en sus ojos
Pero los lagos de sus tristes ojos congelados hace tiempo
No encenderán el brillo de otro atardecer
Después de todo, ¿cuántas veces se puede vivir una derrota eterna?
Y solo esta tierra los abraza para dormir

Pero algún día, más allá de los abedules, surgirá la llama del amanecer
El brillo ámbar sobre las aguas nebulosas
El resplandor del amanecer, el camino eterno de las grullas
El mar de estrellas palideciendo sobre el campo negro
Pero los lagos azules aún sueñan pacíficos
Sobre lo que fue, sin querer mirar al futuro
Y la luna oculta tras nubes negras
Escatima a esta tierra incluso un rayo de luz

Implacable, irreversible giro eterno de la rueda
¡Dioses! ¡Cuánta belleza y cuánta muerte de nuevo!
¿Qué traerán a estas tierras cuando el sol muera?
¿Sobreviviremos hasta el fin de los tiempos...?
Y cuando los cielos ardan llevando un silencio blanco
¿Veremos aún el regreso de las grullas...?
A los pies nuestros, los cielos azules de nuevo...
El silencio que canta con el temblor de los corazones
¿Florecerá la flor de la esperanza para nosotros?
¿Después del invierno que se niega a irse?

¿Escuchaste cómo llora la lluvia en los días de la ira de Perun?
Un llamado melancólico en algún lugar en las cimas...
¿Se refleja el rocío plateado de la mañana con lágrimas?
Cantos que fluyen por los campos al atardecer...
Los vientos corren hacia los confines del horizonte
Luces parpadeantes entre los árboles en la oscuridad...
¿A quién adornan los bosques con ámbar y fuego?
¡Allá en el este! ¡El amanecer enciende los bosques!

Escrita por: W